Płaczące matki
Kobiety z drogi krzyżowej
Tylko św. Łukasz wspomina o spotkaniu Jezusa z "Płaczącymi kobietami" (Łk 23, 27-31). Nie ma jednak wątpliwości, że kobiety towarzyszyły Mu podczas całej męki. Na naszej drodze krzyżowej pojawiają się one pierwszy raz przy III stacji... i są z Jezusem do końca.
To rozważanie pasyjne przygotowałem na II Niedzielę Wielkiego Postu (8 marca) i zatytułowałem „Płaczące kobiety”. Ale dzisiaj (31.03) w niespodziewanym momencie odkryłem jak bolesne, ale i zbawcze mogę być łzy matki… dlatego zmieniłem tytuł na „Płaczące Matki” – te z Jerozolimy i naszych domów.
Relacja Ewangelisty
Płaczące kobiety (Łk 23, 27 - 31)
27 A szło za Nim mnóstwo ludu, także kobiet,
które zawodziły i płakały nad Nim.
28 Lecz Jezus zwrócił się do nich i rzekł:
«Córki jerozolimskie, nie płaczcie nade Mną;
płaczcie raczej nad sobą i nad waszymi dziećmi!
29 Oto bowiem przyjdą dni, kiedy mówić będą:
"Szczęśliwe niepłodne łona, które nie rodziły, i piersi, które nie karmiły".
30 Wtedy zaczną wołać do gór:
Padnijcie na nas; a do pagórków: Przykryjcie nas!
31 Bo jeśli z zielonym drzewem to czynią, cóż się stanie z suchym?»

Mama w błękitnej sukni
Stacja: III, V, VI i VIII
Pierwsze kobiety pojawiają sie na drodze krzyżowej Zygmunta Wierciaka przy Stacji III „Pan Jezus pierwszy raz upada pod krzyżem".
Na kamienistej drodze leży Jezus przygnieciony krzyżem. Wsparty jest na wyprostowanych rękach.
Jakiś nieczuły oprawca bije Go przy obojętności pozostałych mężczyzn.
Ból i cierpienie… ale nie tylko Jezusa...
Po lewej stronie wyraźnie widać stojące na drodze trzy kobiety. Nad nimi, na murze dostrzegamy dwie kolejne.
W oczy rzuca się kobieta w błękitnej sukni. Zatyka sobie uszy, aby nie słyszeć uderzeń kija. To niewątpliwie cierpiąca mama. Wyraźnie widzimy, że cierpi również przytulony do niej synek. Jego też bardzo boli każde uderzenie Jezusa.
Chciałoby się powiedzieć, że bijący Jezusa oprawcy z prawej strony obrazu przygnietli ją. Do tego stopnia rozbili jej matczyne serce, że nie zwraca uwagi nawet na własne dziecko.

Co więcej nie widzimy jej przy Stacji IV spotkania Jezusa z Matką…
Przy Stacji V Szymona z Cyreny pojawiają się cztery młode kobiety – raczej zaciekawione niż współczujące. Jest też dwójka dzieci, ale jej nadal nie ma.
Czyżby jej świat rzeczywiście zawalił się, a ona sam gdzieś uciekła?
Bohaterką Stacji VI jest oczywiście Weronika (o niej innym razem), ale oto w tle pojawia się ponownie kobieta z pierwszego upadku. Ta sama błękitna suknia, ale ona jakby już inna.
Wtedy była zdruzgotana, zatykała sobie uszy. Teraz daje wyraźnie wsparcie innej, młodszej kobiecie, która opiera swoją głowę na jej ramieniu.

Tę przemianę najwyraźniej widać przy tytułowej Stacji VIII.
Popatrzcie na tę akwarelę.
Zbliża się upalne południe. Na krzyżu widać wyraźny cień. Mocno musi słońce grzać.
Wbrew relacji św. Łukasza, jest niewiele kobiet, ale jest ona – mama w błękitnej sukni. Jest w centrum grupy „płaczących kobiet”. Ona też ma oczy pełne łez, ale nie rozpacza. Płacze nie tylko „nad” swoimi dziećmi, ale razem „z” nimi.
Pokornie pochylona głowa świadczy o tym, że teraz wie u Kogo szukać wsparcia, gdzie jest źródło jej siły.
Ona nie tylko świadomie współcierpi z Jezusem, ale jest wsparciem dla innych. Zauważcie, że nadal wtulona jest w nią tamta kobieta z VI stacji. Jest też wyraźnym wsparciem dla swojego synka – trzyma go za ramie.
Skąd ta zmiana?
Myślę, że to spotkanie z Maryją – tą jedyną Matką o Niepokalanym Sercu – dało jej odwagę zbawczego towarzyszenia Jezusowi.
Dlatego jestem przekonany, że ta Mama w błękitnej sukni ma prawo podpisać się pod słowami św. Pawła do Kolosan:
„Teraz raduję się w cierpieniach za was i ze swej strony w moim ciele
Kol 1,24
dopełniam braki udręk Chrystusa dla dobra Jego Ciała, którym jest Kościół.”